czwartek, 23 października 2014

Trzeci - od kiedy on wie jak się nazywam?

Kończę robić swój kok, który nie wyszedł mi najlepiej. W szkole najbardziej lubię chodzić w spiętych włosach, łatwiej mi się jest skupić. Założyłam torbę na ramiona i wyszłam z domu. Słońce mocno świeciło, pomimo wczesnej godziny. Kroczyłam w stronę szkoły, zaopatrując się wcześniej w kawę. To dzięki niej mam energię na cały dzień.
Przed szkołą jak zwykle czekała na mnie Lucy. Wyglądała inaczej. Zawsze jest wesoła, ale teraz wygląda zdecydowanie lepiej. Nie ma już tony tuszu na rzęsach , a jej usta są normalnego koloru. Wygląda ślicznie. Jej ubranie to zwykle czarne legginsy i przylegająca bordowa bluzka, co bardzo uwydatnia jej idealną figurę. Na stopach nie ma jak to zwykle szpilek, ale trampki. Włosy są wyprostowane i przypięte z boku wsuwką. Ciekawi mnie co przekonało ją do zmiany stylu, jeśli nawet mnie nie chciała słuchać. Ashton! Lucy właśnie mi machała, ale nie zdążyła do mnie podejść, ponieważ od tyłu objął ją Ash. Tak właśnie ten Ash, Ashton Irwin, w którym moja przyjaciółka była zakochana po uszy. Aż się zatrzymałam. To było miłe uczucie patrzeć jak moja przyjaciółka jest szczęśliwa, ale z drugiej strony czuję się przez to bardziej samotna. Jeśli oni są razem to oznacza, że Lucy będzie mi poświęcać mniej czasu. Teraz mi przykro, ale postaram się udać, że wszystko jest w porządku, jak robię to codziennie.
Uśmiechnęłam się szeroko i podeszłam do przyjaciółki.
-Hej, czy ja o czymś nie wiem? -to ostatnie szepnęłam jej do ucha, ponieważ obok nas stał jej chłopak(?). Może oni nie są parą, może na razie tylko próbują?
-Witaj słodziaku. -zapiszczała i mocno mnie przytuliła. Zdecydowanie jest bardzo szczęśliwa. Zwykle wita mnie słowami 'hej frajerze', albo 'co tam ciołku', ale nigdy nie powiedziała do mnie słodziaku. 
-Hej Ash. -delikatnie mu pokiwałam, a on jedynie się uśmiechnął i porwał Lucy do szkoły. Zostałam sama. Świetnie co teraz?
Szłam wzdłuż korytarza pod salę matematyczną. Co prawda było jeszcze dobre 15 minut do dzwonka, ale co ja mam robić sama, w szkole, kiedy moja przyjaciółka mnie zostawiła, a ja nie mam nikogo innego. Akurat przechodzi Luke i co teraz? Nie mam pojęcia jak się go zapytać o tą wiadomość. Może udam, że go nie zauważyłam. Stanęłam koło okna i zaczęłam szperać coś w telefonie. Ale to na nic, Luke już stał oparty o ścianę, obok mnie.
-Co tam robisz? -na litość boską, tylko nie ty!
-Hę? Cześć Luke, j-ja? A wiesz, chciałam...
-Dobra nie ważne, chyba nie chcesz mi powiedzieć, ale mam pytanie. -co? O nie. -Dostałaś wczoraj wiadomość? Było mi trochę głupio z tego, no wiesz przez co, ale mam nadzieję, że się nie gniewasz czy coś. -podrapał się po głowię. Wyglądał na zakłopotanego, ale czemu? Przecież to jest Luke Hemmings, on nigdy nie jest niepewny, zawsze odważny i śmiały, szczególnie w stosunku do dziewczyn. Zapomniałam tylko, że ja nie jestem zwykłą dziewczyną. Ja się nie maluję i nie ubieram się wyzywająco, nie staram się przyciągnąć uwagi chłopaków, jest zdecydowanie na odwrót. Więc dlaczego on się tak zachowuję?
-Yhm nic nie szkodzi, naprawdę już zdążyłam zapomnieć. -zaczęłam się obracać i iść daleko od niego, ale złapał mnie na ramię i przytrzymał.
-Reywen poczekaj. -chwila, od kiedy on wie jak się nazywam, myślałam, że przez całe życie udawał, że nie wie kim jestem, a tu proszę. Pokiwałam na znak, że ma kontynuować. -Wiem, że byłaś wtedy w kłopotliwej sytuacji i przepraszam za Megane.
-Megane powinna się tłumaczyć sama. -wypaliłam. Ale mam już dość, że Luke tak tą dziwkę chroni. Ona go zdradza na prawo i lewo, a on tego nie widzi. Sama nie wiem jak to możliwe. -T-to znaczy... dzięki za wytłumaczenie i w ogóle, ale już pójdę zaraz mam lekcję. -Luke tylko przytaknął, a ja się oddaliłam. Musiało mu zabraknąć słów po moim komentarzu na temat Megane, albo po prostu zdziwił się, że umiem prowadzić dialog.
Po lekcjach postanowiłam poszukać Lucy, z którą miałam dzisiaj tylko angielski. Na moje szczęście stała koło automatu, kupując batonika. Zakryłam jej oczy i powiedziałam, żeby zgadywała. Bez problemu powiedziała moje imię, a ja odwróciłam ją twarzą do mnie. Chwilę się zbierałam, ale musiałam się jej trochę podpytać.
-Więc... Ashton to twój chłopak?
-Nie. -zdziwiłam się, ale szybko dodała. -Jeszcze nie, na razie się przyjaźnimy, chcemy się lepiej poznać i może wtedy. -uśmiechała się mówiąc o tym, w jej oczach widziałam iskry. Musiała tego chcieć i cieszę się, że jej się układa.
-To fajnie, ale mam jeszcze jedno ważne pytanie. W co ty się ubrałaś? -wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Emm, co by ci powiedzieć. Pisałam trochę z Ashem i dowiedziałam się, że nie lubi jak dziewczyna ubiera się wyzywająco, dlatego nie zwrócił wcześniej na mnie uwagi.
-I wiesz co? Teraz wyglądasz ślicznie, dużo bardziej ci to pasuje niż te krótkie spódniczki. -przybiłam przyjaciółce piątkę i razem poszłyśmy do domu. Ja do swojego, a Lucy razem ze mną. Dzisiaj kończyłyśmy najszybciej i zazwyczaj w poniedziałki chodziłyśmy na zakupy albo jadłyśmy lody i oglądałyśmy seriale. Tak już było od zawsze.
-Musisz kupić te jeansy, są mega! -zapiszczała Lucy, kiedy ja próbowałam dopiąć strasznie ciasne, ale bardzo seksowne, czarne rurki, podarte na kolanach. Takie nie w moim stylu, ale w końcu muszę się zmienić i przestać być szarą myszką. Muszę znaleźć sobie chłopaka i inne zajęcie, jeśli Lucy będzie się spotykać z Ashtonem to nie będzie miała tyle czasu dla mnie.
-Owszem są boskie, ale nie umiem w nich oddychać. -zaśmiałam się i udałam, że ledwo oddycham, chociaż naprawdę nie było mi w nich łatwo. Jednak postanowiłam je kupić, plus parę bluzek, takich bardziej podkreślających biust, ale bez przesady.
Kiedy miałyśmy już wychodzić ze sklepu zauważyłyśmy kogoś znajomego. Nie wierzę w to co widzę!

jeśli przeczytałeś zostaw komentarz :)

Krótka informacja.
Jeśli ktoś chciałby być informowy to podajcie swoje usery z twittera lub piszcie mi w wiadomości prywatnej, zamierzam zrobić liste czytelników.
I tweetujcie z hashtagiem #SabotażFF z chęcią poczytam wasze opinie i dam wam follow :)
Pytanie: Jak myślicie kogo/co zobaczyła Rey w sklepie?

czwartek, 9 października 2014

Drugi - mam prawo do kaca

Weszłam do łazienki i spotkałam w niej Luka... z Megane. Byli tylko w bieliźnie i domyśliłam się co chcieli zrobić lub już zrobili. Po rozczochranych włosach tej zdziry domyśliłam się, że było po, aż cała się zaczerwieniłam.
-Puka się idiotko! -wybuchnęła zawstydzona, ale widocznie usatysfakcjonowana Megane. Zakłada na siebie bluzkę. -Co głucha jesteś? -mówiła strasznie głośno, prawie krzyczała, ale ja stałam wmurowana w podłogę. Nie mogłam nic zrobić, poczułam się w pewien sposób dotknięta. Luke udawał, że mnie tam nie ma i po prostu wyszedł.
-J-ja przepraszam. -wyjąkałam i odeszłam z powrotem do pokoju Lucy.
Co to miało być? Nawet jeśli uprawiali tam seks mogli się jakoś zamknąć. Co jeśli weszłabym w trakcie? Oni nie myślą. 
Myślałam, że po tym pocałunku jakoś zacznie mnie zauważać, ale to była tylko gra i w sumie niech tak zostanie. Zawsze będę tą samą cichą myszką.
Lucy jeszcze spała, nie dziwię się jej, dużo wczoraj wypiła. Usiadłam na łóżko i wzięłam do rąk jej tablet, który pozwala mi używać. W sumie kierujemy się zasadą co moje to twoje, więc jeśli któraś z nas chce coś od drugiej bierze to i nie pyta, bo odpowiedź zawsze jest taka sama. Weszłam na twittera. Tam w przeciwieństwie do mojego normalnego życia, jestem lubiana. Dużo miłych osób ze mną piszę i stara się mi pomóc. Cieszę się, że przynajmniej tam. Wydaję mi się, że istnieje tylko dla Lucy. Nawet rodzice, gdy wyjeżdżają nie robią sobie kłopotu co ze mną będzie i czy sobie poradzę. Cieszę się, że mam taką przyjaciółkę.
Po sprawdzeniu powiadomień, zaczęło mnie strasznie suszyć. Co jak co, ale też wczoraj nieźle zaszalałam i mam prawo do kaca. Zeszłam ostrożnie po kręconych schodach, kierując się do kuchni. Wyciągnęłam kryształową szklankę z pięknie zdobionej szafki i odkręcając kurek, przybliżyłam do kranu, z której leciała zimna woda. Upiłam łyk i poszłam do salonu. Usiadłam na wygodnej kanapie, podobnej do tej, którą mam u siebie w domu. Tak nasi rodzice się przyjaźnili dlatego zawsze, gdy miałam gdzieś iść z Lucy moi rodzice się zgadzali i na odwrót. Dziwne, że Luke zawsze uciekał od wspólnych spotkań i może też dlatego jakoś za sobą nie przepadamy. Od zawsze wydawał mi się taki buntowniczy, a ja starałam się zachować dystans do takich osób. Luke ma kolczyk w wardze. Kolejny przejaw tego, że coś mu się w głowie poprzekręcało.
Włączyłam telewizor, na którym pojawił się serial Tom i Jerry. Ciekawe kto ostatnio oglądał Cartoon Network. Zgaduję, że moja zdziecinniała przyjaciółka. Ona uwielbia Toma i Jerrego. Kiedy byłyśmy młodsze siedziałyśmy godzinami przed telewizorem i oglądałyśmy kreskówki. Jedną z naszych ulubionych była Atomówki. Ja byłam słodką Bajką, a Lucy waleczną Brawurką, latałyśmy po pokoju i udawałyśmy, że mój kot to zła małpa Mojojojo. O mało mu nogi nie złamałyśmy kiedy prawie wyrzuciłyśmy go przez okno. Ale byłyśmy głupie, na samo wspomnienie zaczynam się śmiać. Z zamyślenia wyrwały mnie krzyki przyjaciółki. Lucy biegła po schodach z telefonem w ręku, o mało co się nie potykając.
-Rey, Rey nie uwierzysz! Nie uwierzysz! -wskoczyła na kanapę, cała pobudzona.
-Czy ty coś ćpałaś? -zapytałam zaniepokojona. Nigdy nie widziałam jej tak podnieconej, nawet, gdy oglądałyśmy Zacka Efrona bez koszulki.
-Rey skończ, dobrze wiesz, że nie biorę narkotyków. -skarciła mnie. Jej zdanie na temat narkotyków jest okropne i nie lubi tego tematu, ponieważ kiedyś jej brat handlował nimi, a nade wszystko prawie został przyłapany. Kolejny dowód na to, że Luke Hemmings jest idiotą. -Okey, a teraz posłuchaj! -krzyknęła z podekscytowania.
-No słucham. -udawałam zainteresowaną i podparłam brodę ręką.
-Ashton do mnie napisał! -zaczęła skakać po kanapie, a ja dołączyłam do niej. Bardzo się z tego cieszę, Ash długo się jej podobał i to może dzięki mnie do niej napisał.
-Co napisał? -złapałyśmy się za ręce i zaczęłyśmy się kręcić jak dzieci w przedszkolu, kiedy na deser są lody.
-Napisał, uwaga cytuję, Hej może wybierzemy się kiedyś do kina. -dokończyła i pisknęła mi do ucha.
-No co ty? -jestem chyba bardziej podekscytowana niż ona, cieszę się ze szczęścia innych bardziej niż z własnego, taka już jestem.
Reszta dnia minęła nam dobrze. W końcu niedziela, dzień leniuchowania. Spędziłyśmy go na oglądaniu zabawnych filmików na youtube i plotkowaniu o chłopakach, szczególnie o Ashtonie. Kiedy dzień dobiegł końca pożegnałam się z przyjaciółką, która była taka miła i odwiozła mnie do domu.
Musiałam się tylko spakować, bo umieć to wszystko umiem. Zalety bycia kujonką. Położyłam się do łóżka i kiedy miałam zasypiać usłyszałam dźwięk wiadomości. Byłam pewna, że to Lucy, więc jak zdziwiona byłam, kiedy zobaczyłam nieznany mi numer.

OD: nieznany
Przepraszam za tą sytuację w łazience, trochę głupio. Luke x

Luke do mnie napisał. Co? W dodatku przeprosił. Nie wierze, pewnie powiedział wszystko Lucy, a ona wyrwała mu telefon i napisała tą wiadomość. Tak to pewnie było. Albo on to napisał? Ale skąd ma mój numer? Ta, to pewnie była Lucy. Postanowiłam nie odpisywać, jutro wszystko się wyjaśni.

proszę o komentarze <33
Shippujecie już kogoś? Jestem ciekawa ^^
Jeeest już zwiastuun :) W zakładce 'zwiastun' ;*