Kończę robić swój kok, który nie wyszedł mi najlepiej. W szkole najbardziej lubię chodzić w spiętych włosach, łatwiej mi się jest skupić. Założyłam torbę na ramiona i wyszłam z domu. Słońce mocno świeciło, pomimo wczesnej godziny. Kroczyłam w stronę szkoły, zaopatrując się wcześniej w kawę. To dzięki niej mam energię na cały dzień.
Przed szkołą jak zwykle czekała na mnie Lucy. Wyglądała inaczej. Zawsze jest wesoła, ale teraz wygląda zdecydowanie lepiej. Nie ma już tony tuszu na rzęsach , a jej usta są normalnego koloru. Wygląda ślicznie. Jej ubranie to zwykle czarne legginsy i przylegająca bordowa bluzka, co bardzo uwydatnia jej idealną figurę. Na stopach nie ma jak to zwykle szpilek, ale trampki. Włosy są wyprostowane i przypięte z boku wsuwką. Ciekawi mnie co przekonało ją do zmiany stylu, jeśli nawet mnie nie chciała słuchać. Ashton! Lucy właśnie mi machała, ale nie zdążyła do mnie podejść, ponieważ od tyłu objął ją Ash. Tak właśnie ten Ash, Ashton Irwin, w którym moja przyjaciółka była zakochana po uszy. Aż się zatrzymałam. To było miłe uczucie patrzeć jak moja przyjaciółka jest szczęśliwa, ale z drugiej strony czuję się przez to bardziej samotna. Jeśli oni są razem to oznacza, że Lucy będzie mi poświęcać mniej czasu. Teraz mi przykro, ale postaram się udać, że wszystko jest w porządku, jak robię to codziennie.
Uśmiechnęłam się szeroko i podeszłam do przyjaciółki.
-Hej, czy ja o czymś nie wiem? -to ostatnie szepnęłam jej do ucha, ponieważ obok nas stał jej chłopak(?). Może oni nie są parą, może na razie tylko próbują?
-Witaj słodziaku. -zapiszczała i mocno mnie przytuliła. Zdecydowanie jest bardzo szczęśliwa. Zwykle wita mnie słowami 'hej frajerze', albo 'co tam ciołku', ale nigdy nie powiedziała do mnie słodziaku.
-Hej Ash. -delikatnie mu pokiwałam, a on jedynie się uśmiechnął i porwał Lucy do szkoły. Zostałam sama. Świetnie co teraz?
Szłam wzdłuż korytarza pod salę matematyczną. Co prawda było jeszcze dobre 15 minut do dzwonka, ale co ja mam robić sama, w szkole, kiedy moja przyjaciółka mnie zostawiła, a ja nie mam nikogo innego. Akurat przechodzi Luke i co teraz? Nie mam pojęcia jak się go zapytać o tą wiadomość. Może udam, że go nie zauważyłam. Stanęłam koło okna i zaczęłam szperać coś w telefonie. Ale to na nic, Luke już stał oparty o ścianę, obok mnie.
-Co tam robisz? -na litość boską, tylko nie ty!
-Hę? Cześć Luke, j-ja? A wiesz, chciałam...
-Dobra nie ważne, chyba nie chcesz mi powiedzieć, ale mam pytanie. -co? O nie. -Dostałaś wczoraj wiadomość? Było mi trochę głupio z tego, no wiesz przez co, ale mam nadzieję, że się nie gniewasz czy coś. -podrapał się po głowię. Wyglądał na zakłopotanego, ale czemu? Przecież to jest Luke Hemmings, on nigdy nie jest niepewny, zawsze odważny i śmiały, szczególnie w stosunku do dziewczyn. Zapomniałam tylko, że ja nie jestem zwykłą dziewczyną. Ja się nie maluję i nie ubieram się wyzywająco, nie staram się przyciągnąć uwagi chłopaków, jest zdecydowanie na odwrót. Więc dlaczego on się tak zachowuję?
-Yhm nic nie szkodzi, naprawdę już zdążyłam zapomnieć. -zaczęłam się obracać i iść daleko od niego, ale złapał mnie na ramię i przytrzymał.
-Reywen poczekaj. -chwila, od kiedy on wie jak się nazywam, myślałam, że przez całe życie udawał, że nie wie kim jestem, a tu proszę. Pokiwałam na znak, że ma kontynuować. -Wiem, że byłaś wtedy w kłopotliwej sytuacji i przepraszam za Megane.
-Megane powinna się tłumaczyć sama. -wypaliłam. Ale mam już dość, że Luke tak tą dziwkę chroni. Ona go zdradza na prawo i lewo, a on tego nie widzi. Sama nie wiem jak to możliwe. -T-to znaczy... dzięki za wytłumaczenie i w ogóle, ale już pójdę zaraz mam lekcję. -Luke tylko przytaknął, a ja się oddaliłam. Musiało mu zabraknąć słów po moim komentarzu na temat Megane, albo po prostu zdziwił się, że umiem prowadzić dialog.
Po lekcjach postanowiłam poszukać Lucy, z którą miałam dzisiaj tylko angielski. Na moje szczęście stała koło automatu, kupując batonika. Zakryłam jej oczy i powiedziałam, żeby zgadywała. Bez problemu powiedziała moje imię, a ja odwróciłam ją twarzą do mnie. Chwilę się zbierałam, ale musiałam się jej trochę podpytać.
-Więc... Ashton to twój chłopak?
-Nie. -zdziwiłam się, ale szybko dodała. -Jeszcze nie, na razie się przyjaźnimy, chcemy się lepiej poznać i może wtedy. -uśmiechała się mówiąc o tym, w jej oczach widziałam iskry. Musiała tego chcieć i cieszę się, że jej się układa.
-To fajnie, ale mam jeszcze jedno ważne pytanie. W co ty się ubrałaś? -wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Emm, co by ci powiedzieć. Pisałam trochę z Ashem i dowiedziałam się, że nie lubi jak dziewczyna ubiera się wyzywająco, dlatego nie zwrócił wcześniej na mnie uwagi.
-I wiesz co? Teraz wyglądasz ślicznie, dużo bardziej ci to pasuje niż te krótkie spódniczki. -przybiłam przyjaciółce piątkę i razem poszłyśmy do domu. Ja do swojego, a Lucy razem ze mną. Dzisiaj kończyłyśmy najszybciej i zazwyczaj w poniedziałki chodziłyśmy na zakupy albo jadłyśmy lody i oglądałyśmy seriale. Tak już było od zawsze.
-Musisz kupić te jeansy, są mega! -zapiszczała Lucy, kiedy ja próbowałam dopiąć strasznie ciasne, ale bardzo seksowne, czarne rurki, podarte na kolanach. Takie nie w moim stylu, ale w końcu muszę się zmienić i przestać być szarą myszką. Muszę znaleźć sobie chłopaka i inne zajęcie, jeśli Lucy będzie się spotykać z Ashtonem to nie będzie miała tyle czasu dla mnie.
-Owszem są boskie, ale nie umiem w nich oddychać. -zaśmiałam się i udałam, że ledwo oddycham, chociaż naprawdę nie było mi w nich łatwo. Jednak postanowiłam je kupić, plus parę bluzek, takich bardziej podkreślających biust, ale bez przesady.
Kiedy miałyśmy już wychodzić ze sklepu zauważyłyśmy kogoś znajomego. Nie wierzę w to co widzę!
jeśli przeczytałeś zostaw komentarz :)
Krótka informacja.
Jeśli ktoś chciałby być informowy to podajcie swoje usery z twittera lub piszcie mi w wiadomości prywatnej, zamierzam zrobić liste czytelników.
I tweetujcie z hashtagiem #SabotażFF z chęcią poczytam wasze opinie i dam wam follow :)
Pytanie: Jak myślicie kogo/co zobaczyła Rey w sklepie?
Rozdział super. Myślę że zobaczyła Megan i jakiegoś innego faceta
OdpowiedzUsuń