czwartek, 11 września 2014

Prolog

W szkole jak zwykle jest szum. Idę przez gęsto zaludniony korytarz, w poszukiwaniu mojej przyjaciółki. Znając ją doskonale wiem,  że będzie w łazience. Co przerwę biegnie do niej poprawić swój makijaż, zostawiając mnie w klasie. Jakoś udaję mi się przedostać przez tłum ludzi kończących lekcje. Znajduję przyjaciółkę wymachującą maskarą we wszystkie strony. Najwidoczniej nie zauważyła mnie, bo po znalezieniu się obok niej, tusz do rzęs rozmazał się na moim czole.
-Rey przestraszyłaś mnie! -chowając maskarę, wyciągnęła chusteczki i zaczęła mnie wycierać. Niezdara z niej.
-Dlaczego co przerwę latasz się malować? -nie rozumiałam tego. Sama się nie maluję, a moja przyjaciółka jest śliczna i też tego nie potrzebuje.
Nie odpowiedziała. Jedynie pokiwała głową co w jej języku oznacza 'domyśl się'. No tak szaleje za kolegą jej brata, ale on i tak nie zwraca na niej uwagi. Ashton wydaję się być chłopakiem, który nie potrzebuje dziewczyny. Mimo iż Lucy co chwila na niego wpada, on jedynie podaje jej dłoń i pomaga wstać, a potem idzie w przeciwną stronę. 
-Dobra mam propozycję. -nie sądzę, że będzie to coś mądrego. Jest piątek, a to oznacza tyle, że jutro mamy weekend. Wtedy Lucy zawsze u mnie nocuje, bo nie umie znieść hałasów powodowanych przez gości Luka.
-Jaką?
-Wiesz, że mój brat organizuje co weekend imprezy w domu?
-Kto nie wie?
-Oh dobra, przejdę do rzeczy. Pomyślałam o tym, że może... pójdziemy? -zaśmiałam się głośno. Myślałam, że ona żartuje. Wie dobrze, że nie jestem tym typem człowieka. Nie pasuję do takiego towarzystwa.
-Wiesz, że...
-Przestań Rey! Zawsze siedzisz w domu. Może czas kogoś poznać? Nie uważasz, że taka impreza to dobre miejsce? -trochę ma rację, ale robi to pewnie tylko dlatego, że będzie tam Ashton.
-No dobra. -Lucy podskoczyła, obejmując mnie i kręcąc się w kółko. -Ale jest warunek.
-Jaki?
-Jeśli będę chciała wyjść, wyjdę. Nie możesz mnie zatrzymać tam na siłę. -pokiwała głową i znowu przytuliła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz