niedziela, 23 listopada 2014

Piąty - musi mu być ciężko

W Starbucksie wzięłam karmelowe latte, a Luke milkshake bananowy. Jest taki uśmiechnięty i naprawdę nie mam ochoty psuć mu humoru. Ale muszę. Bo to nie jest jakaś błahostka. Ta dziewczyna zdradza go już od dłuższego czasu. Nie lubię się wtrącać w nieswoje sprawy, ale to jest ważne i nie będę tego ignorować.
-Chciałaś o czymś porozmawiać? -z zamyślenia wyrwał mnie Luke, który podał mi moją kawę. Od razu wzięłam łyka, bo moje gardło nagle zaschło i nie umiałam powiedzieć nic innego jak zwykłe 'hmm'. -Bo sądzę, że nie zaprosiłabyś mnie na kawę tak sama z siebie.
Nie wiem czy miał rację. Nie przyszło mi to do głowy. W końcu znamy się tak długo, a jednak nie znamy się wcale.
-No wiesz... to jest coś poważnego. -jego uśmiech zszedł mu z twarzy.
-O co chodzi? -jego głos był taki głęboki, nigdy nie słyszałam tak pięknej barwy, a jednak przeraziłam się.
-To nie jest takie proste Luke. -posmutniałam, Luke widząc to chwycił mnie za rękę. Popatrzyłam na niego ze łzami w oczach. Jego oczy też posmutniały. Usiadł obok mnie a ja powoli zbliżyłam usta do jego ucha.
-Megane, o-ona... cię zdradza. Przepraszam. -szepnęłam i szybko oddaliłam się od niego. Był zszokowany. Siedział w tej samej pozycji, ale jego usta były otwarte. Spojrzał na mnie i wstał, łapiąc mnie za rękę. Poprowadził mnie do parku. Tam usiedliśmy na ławce, a on powoli zbierał słowa, jakie chciał mi powiedzieć.
-S-skąd wiesz? -dusił w sobie tą rozpacz. Ale oczy nic nie kryły. To dziwne, że tak od razu mi uwierzył. Czy on mi aż tak ufa?
-Byłam z Lucy w sklepie i wtedy... ona z jakimś facetem, no... całowała się. -to było tak ciężkie, nie mogłam patrzeć mu w oczy, bo to wypalało dziurę w moim sercu. Słyszałam tylko jego ciężki oddech. -Luke tak mi przykro. Jeśli mogę coś dla cie...
-Nie, dziękuję. -zrobił krótką przerwę. -Dzięki, że mi powiedziałaś. Tak jej ufałem, a ona ah... -zakrył oczy dłońmi i po cichu zaczął szlochać. Nie widziałam go jeszcze w takim stanie. Nie mogłam na niego patrzeć. Powoli go podniosłam, oparłam jego rękę na mojej szyi i zaprowadziłam do domu.
Lucy nam otworzyła i kiedy zobaczyła w jakim stanie jest jej brat miała łzy w oczach, ale widziałam tam też złość. Była wściekła. Zrobiła nam herbatę i wyszła z domu. Nie wiem po co, ale teraz obchodził mnie tylko Luke i to jak się czuję. Upiłam trochę truskawkowej herbaty i odłożyłam ją na stolik. Luke zrobił to samo. Początkowo nie patrzył się na mnie, ale kiedy zauważył, że ja to robię, też spojrzał mi w oczy. Nic nie mówiliśmy. Tak jakbyśmy mogli komunikować się jedynie spojrzeniem. Chwycił mnie za rękę, nie wiem dlaczego, ale jej nie odtrąciłam. Po chwili coś mnie tchnęło i go przytuliłam. Delikatnie trzymałam go w ramionach. Musi mu być ciężko, bo bardzo ją kochał.
-Luke. -szepnęłam. -Jak się czujesz?
-Już lepiej, dziękuję, że tu jesteś. To mi bardzo pomaga. -on naprawdę jest inny niż myślałam. Zostanę tak długo jak on tego potrzebuję.
~*~
Byłam u Luka do 18. Potem tłumaczyłam się, że jest szkoła, a ja muszę odrobić lekcję. Proponował mi podwózkę, ale w tym stanie nie mógł prowadzić, więc postanowiłam, że się przejdę. To tylko pół godziny spacerkiem.
Szłam spokojnie po chodniku, a moją drogę rozświetlały miejskie latarnie, które nadają Sydney jakąś magię. Wieczór był dosyć ciepły, uwielbiam, gdy jest ciemno, a jednocześnie ciepło. Można wtedy spokojnie poobserwować gwiazdy i nocować w namiocie. To właśnie robiłam przez wakacje z Lucy. Wakacje były wspaniałe, chcę do nich wrócić.
Spakowałam się i umyłam. Poszłam spać.
Rano obudził mnie jak zwykle nieznośny budzik. Po chwili wstałam i doczłapałam się do łazienki, gdzie załatwiłam swoje potrzeby i zrobiłam z siebie człowieka. Na telefonie miałam mnóstwo wiadomości od Lucy. Większość z nich brzmiała Luke jest załamany, nie wiem co z nim zrobić, zabiję tą sukę. I tak dalej.
Czuję się winna. Ale chciałam dobrze, lepiej przecież, że dowiedział się teraz, a nie zobaczył to na własne oczy. Co ja mam poradzić? Naprawdę zrobiłam wszystko i zrobię jeszcze coś, jeśli będzie trzeba. Mogę nawet siedzieć u niego cały dzień i nie iść do szkoły, żeby poczuł się lepiej. Wiem, to dziwne, bo on nie zrobiłby pewnie czegoś takiego dla mnie, ale ja nie jestem jak inni. Nikomu nie życzę źle, no może oprócz Megane.
Szybko odpisałam przyjaciółce. Zapytałam też czy idzie dzisiaj do szkoły.
Ugh idę, ale trzymaj mnie jak ona będzie obok nas przechodziła. -Lucy odpowiedziała równie szybko.
Wyszłam z domu, po drodze kupując kawę. Ubrana w biały t-shirt, jeansowe rurki i jeansową kurtkę odpowiednią na cieplejsze jesienne dni. Przed szkołą jak zwykle czekała na mnie Lucy, a jej czerwień na polikach widziałam już z 10 metrów.

____________________________________

Jak myślicie, co się stanie w następnym rozdziale?

1 komentarz:

  1. Nie mam pojęcia co może się stać w kolejnym rozdziale. Rozdział genialny czekam na następny

    OdpowiedzUsuń